Komentarz
Po 16 latach - jeśli gwiazdy ułożą się pomyślnie - doczekamy się nowej ustawy o kredycie konsumenckim. Rządowy projekt ma ujrzeć światło dzienne na przełomie listopada i grudnia, a w drugim kwartale 2027 r. trafić pod obrady rządu. O ile po drodze znów coś się nie wydarzy.
Jak to u nas, zgodnie ze starą świecką tradycją, bywa z wdrażaniem unijnych regulacji, jesteśmy spóźnieni. A skoro już się spóźniamy, to dlaczego nie dorzucić sobie kolejnej atrakcji i nie zostawić prac nad ustawą na rok wyborczy? Zwłaszcza nad taką, w której każdy przecinek może być wart miliony.
Materia jest wręcz wybuchowa. Po jednej stronie banki i firmy pożyczkowe, po drugiej - rosnące w siłę i kapitał firmy odszkodowawcze. Każdy będzie przeciągał linę w swoją stronę, ale wszyscy, rzecz jasna, w trosce o dobro konsumenta. Bo przecież o cóż innego mogłoby chodzić?
Pod ten szlachetny sztandar zapewne chętnie podłączą się również politycy. Trudno przecież o bardziej wdzięczny temat w kampanii niż obrona obywatela przed finansowymi gigantami.
Poprzedni projekt UOKiK, po blisko dwóch latach prac i niemałej awanturze, w maju trafił do kosza. Pisanie przepisów od nowa powierzono Ministerstwu Sprawiedliwości. Zegar tyka, interesy są sprzeczne, a wybory coraz bliżej.
Zapowiada się piękny spektakl... Jakieś typy, kto wyjdzie z niego zwycięsko, a kto zapłaci za bilety?
Nikt jeszcze tego nie skomentował
Przełam ciszę i podziel się swoją opinią.