
Mateusz Ratajczak
mateusz.ratajczak
30 komentarze 2826 artykuły 2270 wideo
Redaktor naczelny Wiadomości Wirtualnej Polski
Wierzymy w utrzymanie? Czy czekamy na pierwsze złamanie ustaleń?
Dziś dwukadencyjność to przede wszystkim narzędzie do wymiany kadr. Przeciwnicy ograniczenia mówią, że odbiera ono wyborcom prawo wyboru i pozbawia gminy doświadczonych gospodarzy. To argument poważny, ale niepełny. Doświadczenie nie znika, gdy kończy się kadencja. Można je przenieść do rady, powiatu, sejmiku, administracji albo z powrotem do zawodu. Zmienia się tylko jedno: nikt nie może traktować fotela wójta jak etatu na całe życie.
Kto obejmuje urząd ze świadomością, że za dziesięć lat go odda, inaczej planuje inwestycje, inaczej dobiera współpracowników i inaczej myśli o następcy.
Art. 177 kodeksu karnego zakłada, że skutek był nieumyślny, czyli że sprawca nie godził się na czyjąś śmierć. Śledczy mieli inne drogi. Mogli oskarżyć o zabójstwo z zamiarem ewentualnym, bo kto pędzi ponad 300 km/h, godzi się na to, że kogoś zabije. Taki zarzut otwiera drogę nawet do dożywocia. Mogli też sięgnąć po sprowadzenie katastrofy w ruchu lądowym, gdzie kara jest wyższa. Obie drogi są trudniejsze dowodowo, ale nie niemożliwe.
Osiem lat. Najwyższa kara, jaką kodeks przewiduje za spowodowanie śmiertelnego wypadku, a mimo to trudno nazwać ten wyrok sprawiedliwym. Sebastian M. pędził autostradą ponad 300 km/h. W wypadku spłonęła trzyosobowa rodzina, w tym 5-letni Oliwier. Potem uciekł z kraju i miesiącami walczył z ekstradycją. Do końca nie okazał skruchy. Sąd zrobił, co mógł. Problem w tym, że prawo nie przewidziało sprawcy, który z autostrady robi tor wyścigowy, a z procesu spektakl.